Mój nowy blog

Mój nowy blog
(kliknij w obrazek)

22 lutego 2013

Szał na Delirium



Wciąż czytam „Magiczne lata”, które zdecydowanie nie są lekturą na jeden wieczór. Postanowiłam poruszyć więc tutaj gorący ostatnio temat. Jak pewnie już słyszeliście, stacja Fox zamówiła pilot serialu na podstawie „Delirium” Lauren Oliver. Jak pisała już eM (link), ma być ujęta w nim cała pierwsza część i sporo faktów będzie zmienionych. Mam nadzieję, że uda mi się wcześniej dorwać „Requiem”, bo boję się spoilerów.


Co do obsady, Lenę ma zagrać Emma Roberts. W rolę Juliana natomiast wcieli się Greg Sulkin. Swoją drogą, myślę, że to trochę krzywdzące dla tych, którzy nie czytali jeszcze „Pandemonium”, że jego postać pojawia się tak szybko.


 

Nie wiadomo jeszcze, kto zagra Alexa, czy Hanę. Znalazłam gdzieś jednak informację, że do obsady dołączył Billy Campbell. Nie mam jednak pojęcia w czyją rolę się wcieli. Ojciec Juliana, wujek Leny?



Wiecie coś więcej na ten temat? Macie swoją wymarzoną obsadę? I przede wszystkim, co sądzicie o samym pomyśle stworzenia na podstawie "Delirium" serialu? Może wolelibyście, żeby ta historia została przeniesiona na duży ekran?


Ostatnia część trylogii ma u nas premierę początkiem marca. Okładka, podobnie jak w poprzednich częściach, czarująca. Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać aż dorwę ją w swoje łapki.







***** 
Ostatnio stworzyłam fanpage'a mojego bloga. Wtyczka facebookowa znalazła się na samej górze kolumny po prawej stronie. Zapraszam! :)

16 lutego 2013

Tahereh Mafi „Dotyk Julii”



„Spędziłam w zamknięciu już 264 dni.
Towarzystwa dotrzymują mi tylko niewielki notatnik, uszkodzone pióro i liczby w mojej głowie. 1 okno. 4 ściany. 1,5 metra kwadratowego powierzchni. 26 liter alfabetu w języku, którym nie mówiłam przez 264 dni odosobnienia.
Minęło 6336 godzin, odkąd dotykałam innej ludzkiej istoty.”

Julia zabiła człowieka tylko dotykiem. Po tym wydarzeniu była poddawana badaniom. Próbowano ją wyleczyć pomóc jej. Kiedy stało się jasne, że to nie jest możliwe, umieszczono ją w zakładzie psychiatrycznym odpowiednim dla niej miejscu. Rodzice nie zadali sobie trudu, żeby się z nią pożegnać. Julia spędziła cały rok w czterech ścianach, nie oglądając żadnego innego człowieka. Od trzech lat nie widziała świata zewnętrznego. Pamięta, jak ludzie zorientowali się, że zaczyna brakować żywności. Zwierzęta umierały, ptaki przestały latać, ziemia nie dawała plonów. Zmienił się klimat, nasza planeta przestała być tym samym miejscem. Julia pamięta jeszcze obietnice Komitetu Odnowy, który miał nad wszystkim zapanować. Nie wie jednak, jak sytuacja wygląda teraz.
Wszystko się zmienia, kiedy do celi pokoju dziewczyny trafia współlokator – Adam, który wygląda tak znajomo tak znajomo tak znajomo. Życie Julii staje na głowie. Komitet Odnowy chce ją wykorzystać jako swoją tajną broń. Dziewczyna nie zamierza jednak współpracować. Szczególnie teraz, gdy po raz pierwszy ma u swojego boku przyjaciela.

„Spędzałam życie wsunięta między kartki książek. Z braku bliskości z ludźmi budowałam więzi z papierowymi postaciami. Przeżyłam miłość i stratę z powieści historycznych, doświadczyłam dojrzewania przez analogię. Mój świat jest utkaną ze słów pajęczyną, splatającą kończyny, kości i ścięgna, myśli i obrazy. Jestem istotą złożoną z liter, postacią stworzoną przez zdania, wytworem wyobraźni, fikcją.”

Tym, co na początku zwraca uwagę w „Dotyku Julii”, to przekreślone słowa. Spotkałam się z takim zabiegiem pierwszy raz i przyznaję, że za ten pomysł autorka ma u mnie dużego plusa. Dzięki temu możemy poznać przemyślenia głównej bohaterki. Jej obawy, lęki i to, co za wszelką cenę chce wymazać ze swojej świadomości. Książka ma bowiem charakter notatnika Julii. Jeżeli chodzi o styl i język mamy tutaj istny misz-masz. Z jednej strony pełno tu wyszukanych porównań i ciekawych środków stylistycznych. Z drugiej momentami tekst wygląda, jakby był białym wierszem. Celowe powtórzenia, zdania urwane w jednej linijce, po to by zakończyć je w drugiej, brak znaków interpunkcyjnych.

„Ale jego dłonie zamieniają się w ramiona wokół mojej talii jego usta stają się policzkiem przyciśniętym do mojego policzka a jego skóra rumieńcem na mojej skórze Adam dotyka mnie dotyka mnie dotyka mnie i nie krzyczy nie umiera nie ucieka ode mnie a ja płaczę
dławię się drżę dygoczę
rozpadam się na łzy
a on obejmuje mnie tak jak nikt nigdy mnie jeszcze nie obejmował.”

Najlepiej wykreowaną postacią jest Julia. Autorka świetnie pokazała psychikę dziewczyny, która była tak długo zamknięta, tęskni za dotykiem innego człowieka i żyje w przeświadczeniu, że jest potworem. Jak można się domyślić, dziewczyna spotyka swoją wielką miłość – Adama. Miły, czuły, przystojny żołnierz i, co najważniejsze, jest odporny na jej moc. Niestety, chłopak wydawał mi się nijaki. Niczym się nie wyróżniał. Jest jeszcze Warner – przedstawiciel Komitetu Odnowy z obsesją na punkcie Julii. Mimo, że autorka nie poświęciła mu za dużo miejsca, jak dla mnie, był najbardziej intrygującym bohaterem. Niby czarny charakter, który nie stracił jednak całkowicie swojego człowieczeństwa. Szalony, bezwzględny i pełen sprzeczności.

„Dotyk Julii” to utwór o ogromnym potencjale. Na początku jest interesujący, kiedy Julia znajduje się jeszcze w celi. Później jednak zaczyna mu czegoś brakować. Za mało tu antyutopii, za dużo ckliwego romansidła. Jest dynamiczny, ale bywa również przewidywalny. To nie zmienia jednak faktu, że to bardzo dobra książka, oryginalnie napisana. Jak na debiut, Tahereh Mafi zaprezentowała naprawdę wyjątkowy pomysł. Po drugą część sięgnę z tym większą przyjemnością, że ma być ona napisana oczami Warnera. 5/6.



13 lutego 2013

Lucy Christopher „Uprowadzona”



„Zobaczyłeś mnie, zanim ja zauważyłam ciebie.”



Wyobraź sobie, że jesteś na lotnisku. Właśnie pokłóciłaś się z rodzicami i żeby trochę ochłonąć, poszłaś do kawiarni. Tam pojawia się przystojny i starszy od Ciebie mężczyzna i stawia ci kawę. Proponuje Ci miejsce przy swoim stoliku. Rozmawiacie, on wydaje się być trochę onieśmielony. Nagle zaczynasz źle się czuć. Kręci Ci się w głowie, tracisz świadomość. Kiedy się budzisz jesteś tysiące kilometrów od domu, na pustkowiu. Zaczyna docierać do Ciebie, co się stało. Ten uroczy przystojniak, z którym piłaś kawę po prostu Cię ukradł. Zostałaś uprowadzona.



Taki los spotkał szesnastoletnią Gemmę. Jej porywacz, Tyler, wywiózł  ją do Australii, na sam środek upalnej pustyni. Tam rozpoczęła się wstrząsająca walka o przeżycie. Ale co ma zrobić Gemma, jeżeli jej jedyną deską ratunku wydaje się być oprawca?



„- Gdzie jestem? (…)
- Jesteś tutaj – powiedziałeś. – Jesteś bezpieczna.”



„Uprowadzona” to niezwykła książka, napisana w formie listu Gemmy do Tylera. Dziewczyna opowiada w nim o swoich przeżyciach, obawach i przemyśleniach. Pierwszy raz spotkałam się z tak nietypowym zabiegiem. Dzięki niemu jednak autorce udało się nie tylko pokazać uczucia ofiary porwania, ale sprawić, żeby czytelnik sam je poczuł. Prosty język sprawia dodatkowo, że przekaz trafia do każdego odbiorcy.



Lucy Christopher dokładnie wykreowała sylwetki porywacza i jego ofiary. Gemma to zwykła dziewczyna. Ma przyjaciół, czasem kłóci się z rodzicami. Jest taka, jak każda inna nastolatka, co sprawia, że bardzo łatwo jest się z nią utożsamić. Tyler natomiast nie jest typowym porywaczem. W miarę upływu czasu poznajemy jego dobre oblicze. Szybko staje się jasne, że to nie jest zwykły zbir, który porywa nastolatki żeby je zabić, albo wykorzystywać seksualnie. To po prostu zagubiony chłopak, który nie do końca potrafi odróżniać dobro od zła.



Na stronach książki widzimy kolejno dezorientację i bezsilność Gem. Raz dziewczyna opracowuje desperackie plany ucieczki, żeby zaraz próbować zrozumieć Tylera. Obserwujemy jak to doświadczenie ją zmienia. Coraz lepiej zaczynamy również poznawać jej porywacza. To sprawia, że czujemy wewnętrzne rozdarcie, pomiędzy świadomością tego co zrobił, a współczuciem, wręcz rodzącą się sympatią. Nawet ja, mimo, że przez większość czasu uważałam go za obłąkanego, w pewnym momencie zaczęłam go lubić.



"Zapisałam więc jedynie słowa, które przychodziły mi do głowy: uwięziona, zamknięta, zatrzymana, uwiązana, uprowadzona, porwana, zabrana, zmuszona , zaciągnięta, skrzywdzona, ukradziona.."



„Uprowadzona” to książka kipiąca od nadmiaru emocji, którymi autorka zręcznie manipuluje. Historia ma w sobie coś, co sprawia, że czyta się ją z zapartym tchem. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Przeraża i pozostawia pytanie: co Ty byś w takiej sytuacji zrobiła? Nie dajcie się zwieść cukierkowo różowej okładce – to nie jest kiczowate romansidło.



„Uprowadzona” to lektura obowiązkowa, niezależnie od płci, czy wieku. To przerażająca i jednocześnie piękna i wzruszająca książka. Historia o chęci przetrwania, strachu, ciężkim dzieciństwie i trudnych wyborach.. Książka, po której przeczytaniu nie jest się w stanie zrobić nic oprócz wpatrywania się w nią z niedowierzaniem. Nie pozwala o sobie zapomnieć. 5,5/6.


Książka przeczytana w ramach wyzwania Pod hasłem

9 lutego 2013

Neal Shusterman "Podzieleni"



„Wolelibyście umrzeć, czy zostać podzieleni?”

Od lat ludzie szukają odpowiedzi na pytanie kiedy powstaje człowiek. Zwolennicy aborcji uparcie głoszą, że płodu nie można nazwać ludzką istotą, skoro nie jest w stanie żyć samodzielnie poza ciałem matki. Jej przeciwnicy twierdzą, że człowiek zyskuje duszę w momencie poczęcia, a zabijając płód nie wiemy, czy dziecko nie stałoby się kolejnym Einsteinem, czy Beethovenem. Sporu nie da się jednoznacznie rozwiązać, jednak w świecie stworzonym przez Shustermana społeczeństwo znalazło pewien ekonomiczny kompromis…

Po krwawej Wojnie Moralnej toczącej się o prawo do aborcji wprowadzono poprawki do konstytucji i stworzono Kartę Życia. Zgodnie z jej postanowieniami, życie ludzkie jest nienaruszalne od momentu poczęcia do 13. roku życia. Do tego czasu osobowość dziecka się kształtuje i ma ono szansę na udowodnienie swojej wartości. Jednak pomiędzy 13., a 18. rokiem życia, rodzice mogą dokonać decyzji o aborcji z mocą wsteczną. Podpisują wtedy zlecenie podzielenia, co oznacza, że organy ich dziecka zostaną oddane do transplantacji. Zgodnie z prawem, nie jest to zabójstwo, ponieważ wszystkie tkanki Podzielonego nadal będą żyły w organizmach biorców.

„Nie potrafi sobie przypomnieć, czy te kolory reprezentowały siły przeciwników aborcji, czy też siły zwolenników wolnego wyboru kobiety, jednak to nie ma tak naprawdę znaczenia. Obie strony przegrały.”

Connor niedawno odkrył, że jego rodzice podpisali zlecenie podzielenia. Chłopak wie, że przyczynił się do tego jego trudny charakter i pozostawiające wiele do życzenia oceny. Postanawia jednak, że nie podda się bez walki i opracowuje plan ucieczki. Risa wychowała się w domu dziecka. Marzyła o karierze pianistki, jednak dyrekcja ośrodka uznała, że dziewczyna osiągnęła już szczyt swoich możliwości i nie opłaca się utrzymywanie jej dłużej przy życiu. Lev natomiast urodził się w bogobojnej rodzinie i jako dziesiąte dziecko żyje ze świadomością, że zostanie złożony w ofierze dziesięciny. Losy tej trójki się ze sobą krzyżują. Łączy ich jeden cel: przetrwać. Czy uda im się dożyć osiemnastych urodzin? I jak w nowej sytuacji odnajdzie się Lev, wychowany w przekonaniu, że fakt bycia dziesięciorodnym jest darem?

„W idealnym świecie wszystkie matki chciałyby własnych dzieci, a obcy otwieraliby swoje drzwi szeroko przed tymi niekochanymi. W idealnym świecie wszystko byłoby czarne albo białe, dobre albo złe i wszyscy potrafiliby to rozróżnić. Jednak ten świat nie jest idealny. Problemem są ludzie, którzy myślą, że jest.”

Narracja poprowadzona jest w trzeciej osobie. W kolejnych rozdziałach poznajemy sytuację z punktu widzenia różnych postaci. Nie tylko głównych bohaterów, ale również tych drugoplanowych. „Podzieleni” napisani zostali w czasie teraźniejszym, co spotęgowało dynamizm. Język jest prosty, dzięki czemu lekturę czyta się jeszcze szybciej. Książka została podzielona na siedem części i każda rozpoczyna się ciekawym, często autentycznym tekstem, aby, jak pisze autor, dowieść, że „fikcja zbyt często nie odbiega tak bardzo od rzeczywistości”.

Kreacje bohaterów są bardzo realistyczne. Autor doskonale opisał zachowania dzieciaków w obliczu największego zagrożenia. Każda z postaci występujących w „Podzielonych” jest inna i wnosi swoją historię do fabuły. Wyraźnie widać, jak sytuacja, w której się znaleźli wpływa na osobowości Podzielonych. Największą przemianę przechodzi Lev. Cały jego system wartości wywraca się do góry nogami. Connor uczy się powstrzymywać swoje impulsywne zachowanie, a Risa stara się być jeszcze bardziej czujna niż zazwyczaj. Akcja nie toczy się jednak tylko wokół naszej trójki uciekinierów. Poznajemy wiele osób, które mają różne poglądy na otaczającą ich rzeczywistość i doświadczenia.

„Powiedz nam zatem (…) kiedy zgodnie ze „Światem według Haydena” rozpoczyna się życie? (…)
– Nie wiem.
Gil naśmiewa się z niego. – To nie jest odpowiedź. (…)
– Tak, to jest odpowiedź – mówi Connor. – Może nawet najlepsza ze wszystkich. Gdyby więcej ludzi mogło się przyznać, że naprawdę nie wiedzą, może wtedy nigdy nie doszłoby do Wojny Moralnej.”

Autor w pełni wykorzystał potencjał książki. Stworzył przerażający i pełen alegorii thriller. Wartka akcja i nietypowa fabuła sprawiają, że czytelnik nie może oderwać się od lektury. Łatwo utożsamia się z bohaterami i często wręcz rozpacza nad beznadziejnością ich sytuacji. Wykreowany świat jednocześnie fascynuje i przeraża okrutnością i upadkiem moralności.

„Proszę, bądź człowiekiem.”

„Podzieleni” to jedna z tych książek, która na długo pozostawia w czytelniku psychiczne obrażenia. Neal Shusterman napisał porażający osobisty manifest do świata. Odważył się otwarcie poruszyć bardzo kontrowersyjny temat. Nie narzuca jednak czytelnikowi odpowiedzi na trudne pytania. Zmusza go do refleksji i przemyślenia swojego stanowiska. To opowieść o wartości ludzkiego życia, tolerancji i kierunku, w którym zmierza świat. Skierowana jest do starszej młodzieży i dorosłych. Polecam i daję 6/6.



7 lutego 2013

Becca Fitzpatrick „Finale”



Moją przygodę z sagą „Szeptem” zaczęłam jeszcze w gimnazjum. Mimo, że pierwsza część nie powaliła mnie na kolana, sięgnęłam po następne, głównie przez postać Patcha. „Crescendo” było już dużo lepsze, a „Cisza” podbiła moje serce. Długo czekałam na ostatnią część serii, ale przyznaję, że warto było.

„Jestem przekonana, że kiedy Patch pojawił się w moim życiu, normalność po prostu przestraszyła się i zwiała.”

Po zabiciu Hanka Millara, Nora została prawdziwą Nefilką. Zgodnie ze złożoną przysięgą musi poprowadzić armię ojca na wojnę z upadłymi aniołami. W przeciwnym wypadku konsekwencje mogą być dla niej tragiczne. Z drugiej strony jednak, obiecała archaniołom, że doprowadzi do pokoju na Ziemi. Jakby tego było mało, nie wszyscy jej poddani zgadzają się z decyzją Czarnej Ręki. Uważają, że powierzył zbyt ważną funkcję dziewczynie, która nie urodziła się jako prawdziwa Nefilka. Aby zdobyć ich zaufanie, Nora z Patchem ukrywają przed światem swój związek. Tymczasem cheszwan zbliża się wielkimi krokami, co wzmaga niepokój po obu stronach. Wojna wydaje się być nieunikniona, a stawka jest większa niż ktokolwiek przypuszczał. Czy uczucie łączące Norę i Patcha przetrwa tę próbę?

„Wojna niczego tu nie rozwiąże, a jedynie zniszczy nasze światy. (…) W wojnie nie ma nic bohaterskiego. Może ona jedynie doprowadzić do absolutnej destrukcji.”

„Finale” nie pobiło „Ciszy”, ale utrzymało jej poziom. Nie zabrakło tutaj zaskakujących zwrotów akcji i napięcia, co sprawia, że lekturę czyta się w zawrotnym tempie. Fabuła jest dynamiczna, a język prosty, naszpikowany kolokwializmami. Narracja pozostaje taka sama, pierwszoosobowa, prowadzona przez Norę. Ogromnym plusem książki jest humor. Uwielbiam zabawne teksty Patcha, których pełno jest w całej serii.

Autorka bardziej rozbudowała opisy postaci i dodała nowe. W tej części pojawia się m. in. Dante, Nefil, który ma pomóc Norze w sprawowaniu nowej funkcji. Więcej miejsca poświęcone zostaje również Scottowi i Marcie. Moimi ulubionymi bohaterami zostaną jednak Patch i Vee, najlepsza przyjaciółka Nory.

„Na jego twarz powoli wypłynął szelmowski uśmiech.
-Jak trwoga, to do Patcha.”

Czytałam wiele opinii, w których „Szeptem” zarzucano ogromne podobieństwo do „Zmierzchu”. Serię o wampirach czytałam później, więc początkowo tego nie dostrzegałam. Nie da się jednak ukryć, że rzuca się to w oczy (serio, jakby nie było innych lekcji niż biologia). Myślę jednak, że taki stan rzeczy utrzymuje się tylko w pierwszej części.  Osobiście, mi bardziej podobała się saga Becci Fitzpatrick. Może to przez odrazę jaką czuję na wspomnienie skóry Edwarda, może przez naiwność Belli, jednak zdecydowanie wolę Norę i Patcha.

Mimo, że kilka momentów przewidziałam, „Finale” to udane zakończenie wciągającej młodzieżówki. Seria jest niewymagająca, ale zarazem ciekawa. Doskonała na oderwanie się od codziennych problemów. Na pewno będę ją miło wspominać, a jeżeli ukarze się ekranizacja, od razu popędzę do kina. 5/6.

4 lutego 2013

Stosik musi być!



Jeszcze w styczniu chciałam pokazać Wam moje zdobycze i prezenty gwiazdkowe, ale zawsze zapominałam wziąć ze sobą aparat z domu. Trochę się już tych książek nazbierało.
Jak więc przystało na prawdziwego amatora (niewtajemniczonych odsyłam tutaj i tutaj) prezentuję… tadam tadam stosik!



  1. David Mitchell „Atlas chmur” RECENZJA – prezent od mamy.
  2. P.C. Cast + Kristin Cast “Przebudzona” – prezent od brata. To kolejna już część „Domu Nocy”. Mam do tej serii sentyment. Może kiedyś napiszę jej zbiorową recenzję.
  3. Becca Fitzpatrick „Finale” – prezent od alice. Już przeczytałam. Recenzja się pisze.
  4. Beth Revis „W otchłani” – kupione na promocji w Empiku.
  5. Lauren Oliver „Pandemonium” RECENZJA – j.w.
  6. Lucy Christopher „Uprowadzona” – j.w.
  7. Michael Grant „GONE Faza trzecia: Kłamstwa” – wyszperane w antykwariacie.
  8. Neal Shusterman „Podzieleni” – pożyczone od alice.
  9. Ann Marie MacDonald „Co widziały wrony”
  10. Yrsa Sigurdardóttir „Spójrz na mnie”