Mój nowy blog

Mój nowy blog
(kliknij w obrazek)

26 marca 2012

Igrzyska śmierci -film

Odkąd dowiedziałam się, że ta książka ma być zekranizowana czekałam na ten film z niecierpliwością. Najpierw śledziłam na forach spekulacje na temat ewentualnych aktorów, potem nałogowo oglądałam zwiastuny. W końcu się doczekałam.
Muszę przyznać, że miałam ogromne obawy dotyczące tego filmu. Z doświadczenia wiem, że w takich ekranizacjach potrafią nieźle zawalić nawet te najlepsze książki. Dodatkowo aktor grający Peetę nie wydawał mi się odpowiednią do tego osobą. Nadziei jednak dodawał fakt, że scenariusz pisany jest przez samą autorkę.
Pomimo moich wszystkich obaw z ulgą stwierdzam, że film jest udany. W miarę możliwości odtworzone są najważniejsze rzeczy bez przekręcania faktów. Ogromnym plusem jest pokazanie igrzysk „od podszewki”, czyli od strony organizacyjnej i nadzorującej.
Jeżeli chodzi o minusy to przede wszystkim zabrakło mi tam tych emocji, które nie pozwalały mi się oderwać od książki. Rozumiem, że autorka musiała zmieścić tak obszerną historię w niecałych 2,5 godzinach filmu, ale gdzie te dzieci zabijające z zimną krwią? Gdzie się podziała ta brutalność, bezwzględność i strach emanujące ze stron książki? Poza tym umknęła gdzieś też odrębność dwóch światów: Kapitolu i dystryktów. W jakimś stopniu zostało to pokazane, ale nie było tej kolosalnej różnicy między nimi. A co z Peetą? Z chłopaka gotowego za każdą cenę bronić swojej miłości zrobili trochę ofiarę losu. Katniss brakowało tej bezczelności, za którą tak bardzo ją polubiłam.
Uważam, że film jest doskonałym uzupełnieniem książki i każdy, kto ją czytał obowiązkowo powinien go zobaczyć. Jednak jeżeli ktoś jej nie czytał, a ma zamiar wybrać się do kina powinien dobrze się zastanowić czy naprawdę warto. Może lepiej najpierw zagłębić się w lekturę i przeżyć coś niezwykłego, a dopiero potem obejrzeć tą historię na ekranie?
A Wam jak się podobał film?




13 marca 2012

Jo Nesbo „Karaluchy”


W Bangkoku, w hotelu robiącym za burdel prostytutka znajduje norweskiego ambasadora z nożem w plecach. Polityk był najlepszym przyjacielem premiera. Dziwne okoliczności jego śmierci, fakt, że był homoseksualistą oraz dowody wskazujące na to, że jest zamieszany w pornografię dziecięcą nie stawiają premiera należącego do chrześcijańskiej partii w dobrym świetle. Zarówno władzom Norwegii, jak i Tajlandii zależy na uniknięciu skandalu. W celu szybkiego i możliwie dyskretnego rozwiązania sprawy z Oslo zostaje wysłany sierżant Harry Hole- alkoholik z ciężkim bagażem doświadczeń. Niestety, szybko okazuje się, że nie jest to zwyczajne zabójstwo. Harry domyśla się, że chodzi o coś więcej…


Czytając „Karaluchy” dosłownie czułam się jakbym chodziła po ulicach Bangkoku. Ze stron książki wprost bije upał, duchota i zgiełk. Jo Nesbo przenosi nas do światowej stolicy seksu, pełnej pedofilii, barów go-go i palarni opium. Łatwiej tam o prostytutkę, niż o dobre jedzenie. Do tej niecodziennej scenerii dodajmy morderstwo owiane tajemnicą, cynicznego policjanta i otrzymamy świetny kryminał. „Karaluchy” trzymają w napięciu do końca. Lekkie pióro pisarza sprawia, że czytanie jest prawdziwą przyjemnością. Dobre dialogi, ciekawe postacie i nieoczekiwane zwroty akcji sprawiły, że od razu zaczęłam czytać kolejną książkę Nesbo. Gorąco polecam! Moja ocena to 5/6.