Mój nowy blog

Mój nowy blog
(kliknij w obrazek)

13 kwietnia 2013

Top10: Wymarzone prezenty książkowe

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć wymarzonych prezentów książkowych!


Wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny i ciągle odbieram telefony typu „Co byś chciała dostać?”, „Książki oznaczone na LC są aktualne?”. Postanowiłam więc, z myślą o rodzinie i znajomych stworzyć tego posta. Od razu uprzedzam, że zmieniałam to zestawienie już jakieś trzy razy. Trudno było mi się zdecydować tylko na 10 książek i mam nadzieję, że nie macie mi za złe, że przemycałam po kilka części serii w jednym punkcie. Pierwsze trzy pozycje, to kontynuacje książek, które zasłużyły na miano moich ulubionych. Kolejne to te, na które poluję od jakiegoś czasu. Od 4 numeru zasada „od tej, którą chcę najbardziej” przestała obowiązywać, bo miałam problem z ułożeniem ich w ten sposób.


1. Lauren Oliver „Requiem” 
Ten wybór chyba nikogo nie dziwi. Już dawno sama miałam sobie kupić ostatnią część trylogii Delirium, ale tak jakoś wyszło, że jeszcze nie stoi na mojej półce. Mam nadzieję, że już niedługo. ;)



2. Kerstin Gier „Błękit Szafiru” „Zieleń Szmaragdu”
Zakochałam się w „Czerwieni Rubinu”, więc chętnie przygarnę całą trylogię.



3. James Dashner „Próby ognia”
Kontynuacja „Więźnia labiryntu”. Jestem ciekawa, czy autor utrzyma poziom.



4. Cassandra Clare „Miasto kości”
Wydaje mi się, że jestem jedną z niewielu osób w książkowej blogosferze, która nie poznała jeszcze serii „Dary anioła”. Czas najwyższy to nadrobić, szczególnie, że niedługo ukarze się ekranizacja.


5. John Marsden „Jutro”
Już jakiś czas temu moja mama przytargała drugą część z antykwariatu, a ja wciąż nie zdobyłam pierwszej.


6. John Green „Gwiazd naszych wina”
Co prawda, obawiam się trochę, że będzie przypominać „Białą jak mleko, czerwoną jak krew”, ale kto nie ryzykuje…


7. Maggie Stiefvater „Wyścig śmierci”
Odkąd pierwszy raz przeczytałam jej opis, wiedziałam, że to książka, którą MUSZĘ przeczytać.


8. Veronica Rossi „Przez burze ognia”
Kolejna antyutopia, która zbiera same pochwały.


9. Julie Cross „Burza”
Od dawna mam ochotę na tę książkę, ale jakoś zawsze jest coś innego do kupienia… 


  10. Veronica Roth „Niezgodna” „Zbuntowana”
Pozytywne recenzje mówią same za siebie.


Chciałam tu jeszcze przemycić „Dwukrotną śmierć Daniela Hayesa” Markusa Sakey’a i „John ginie na końcu” Davida Wonga, czyli dwa tytuły które zaintrygowały mnie opisami, ale nie mogłam się zdecydować, co wyrzucić z rankingu, więc tak już zostało. Pozostałe książki, które chciałabym dostać możecie zobaczyć na mojej półce na LC.

Widzicie coś dla siebie? A może polecacie coś innego?

7 kwietnia 2013

Jacek Getner „Pan Przypadek i Trzynastka”



Jacek Przypadek to trzydziestoletni kawaler, który całe swoje dnie spędza na, trwających już ładne kilka lat, przygotowaniach do maratonu i spotkaniach z pięknymi kobietami. Ku rozpaczy ojca rzucił studia prawnicze. Nie zamierza też ulec namowom matki, by wziąć ślub z uroczą Marzeną. Kiedy jednak o pomoc prosi go pani Irmina Bamber, nie ma serca jej odmówić. Starszej już kobiecie skradziono bowiem cenne obrazy, a policja winą za czyn obarczyła jej wnuka. Jacek postanawia rozwiązać kryminalną zagadkę i tym samym rozpoczyna swoją amatorsko detektywistyczną karierę.

„Pan Przypadek i Trzynastka” to opowieść otwierająca cykl czternastu książek poświęconych przygodom Jacka. Składa się ona z trzech powiązanych ze sobą opowiadań, z których każde poświęcone jest innej zagadce. Mamy więc problem skradzionych obrazów, poszukiwania skarbu i kłopot samego pana Fredro.

Co prawda, głównemu bohaterowi daleko do opisu z okładki: ”Jacek Przypadek łączy w sobie przenikliwość Sherlocka Holmesa z łobuzerskim wdziękiem porucznika Borewicza i irytującym charakterem doktora House'a”. Jednak jest to postać zdecydowanie godna uwagi. Ekscentryczny ,inteligentny, sprytny, pewny siebie i zabawny Jacek od razu budzi sympatię czytelnika. Jest bystry i zauważa rzeczy, które zazwyczaj innym umykają. Uparcie twierdzi, że "(...) ludzie są banalnie przewidywalni".

Jedną z ciekawszych osób jest również Błażej. Najlepszy przyjaciel Jacka i przekonany o swoim zwierzęcym magnetyzmie Młody Bóg Seksu. To postać która wyszła autorowi najlepiej. Jego przerysowany narcyzm i zabawne teksty od razu wywołują uśmiech na twarzy odbiorcy.

Poznamy też policjanta Łosia, który uparcie próbuje pokrzyżować plany Przypadka i kobietę, która za punkt ambicji wzięła sobie uwiedzenie detektywa.

Poprzedniej książce autora, „Dajciemi jednego z was”, recenzenci wytykali mnóstwo literówek. Jak widać, Jacek Gertner wziął sobie te uwagi do serca. Zmiana wydawnictwa wyszła mu na dobre i w najnowszej książce trudno doszukać się podobnych błędów.

„Pan Przypadek i Trzynastka” to lekka, zabawna książka na leniwe popołudnia. Idealna dla miłośników kryminalnych zagadek lub osób, które po prostu chcą się trochę pośmiać. Jest obietnicą naprawdę dobrej polskiej serii. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejne części. Moja ocena: 4/6.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorowi.

2 kwietnia 2013

Stephenie Meyer „Intruz”



Nazwisko Stephenie Meyer budzi wiele emocji. Pisarka, kojarzona głównie z sagą „Zmierzch”, ma równie wielkie grono przeciwników, co fanów. Ja sama widząc książkę jej autorstwa skrzywiłam się tylko i pomyślałam „Tylko nie znowu marmurowy Edziu!”. „Intruz” zbierał jednak ogrom pozytywnych recenzji, moja koleżanka wychwalała, więc postanowiłam przekonać się na własnej skórze. Na ekrany kin wchodzi jego ekranizacja i pamiętając, co reżyser zrobił z poprzednimi książkami autorki, postanowiłam, że tym razem najpierw ją przeczytam.

Pamiętacie filmy o obcych atakujących Ziemię? Dziwne zielone ludki robiące z ludzi niewolników, porywanie krów, wielkie koła na polach zboża, latające spodki i śluzowate potwory. Kręcicie teraz głową ze śmiechem, co? Ale co, jeśli te bajki dla dorosłych miałyby być prawdą? Może to rzeczywiście nie ludzie podbiją kosmos.

Ziemia została opanowana przez dusze. Najeźdźcy są sprytni. Atakują umysł żywiciela i sterują jego ciałem. Zanim ludzie zorientowali się w sytuacji, było już za późno. Teraz została już tylko garstka rebeliantów, walczących o przetrwanie. Jednym z nich jest Melanie. Dziewczyna zostaje jednak złapana przez wrogów i zasiedlona przez Wagabundę. To już dziewiąta planeta intruza, więc jako doświadczona dusza, został wybrany, by dowiedzieć się, gdzie znajdują się pozostali buntownicy. Nie wszystko idzie jednak po myśli Wandy. Gdy budzi się w nowym ciele, odkrywa bowiem ze zdziwieniem, że nie jest tam sama. Mel wciąż żyje i w dodatku do niej mówi! Dziewczyna podsyła Wagabundzie kolejne wspomnienia ukochanego Jareda i sprawia, że ta zaczyna sama gubić się w swoich emocjach. Wanda i Melanie razem wyruszają na poszukiwania chłopaka, którego kochają.

„Kto wie, czy na tej planecie każda radość nie musiała być okupiona taką samą ilością bólu, jak gdyby istniała jakaś tajemna waga, której szale zawsze były równe.”

Początkowo nie byłam zachwycona książką. Pamiętam, jak dzwoniłam do alice i mówiłam: „Słuchaj, te całe dusze są takimi srebrnymi robakami. Bez żywiciela są bezbronne, nie mogą nic zrobić. Przyjmują funkcje organizmu, który opanowują. Ale to jeszcze nic! Wyobraź sobie, że przemieszczają się między planetami w takich kapsułach, bo żywe organizmy za krótko żyją. Tam na miejscu, inna dusza musi je wsadzić do żywiciela, żeby nie umarły. Więc na planecie kwiatków kwiatek nr 1 wyciąga skalpelem z kwiatka nr 2 duszę i wsadza ją do kapsuły. Nie mając nawet palców! Ale to jeszcze nic! Jakimś cudem ta kapsuła leci w kosmos i dociera do planety wodorostów. Tam wodorost nr 1, który nie mówi, nie widzi, ani nie słyszy, otwiera kapsułę (też bez palców) i podobnie przy pomocy ostrych narzędzi wsadza oślizgłego srebrnego robaczka do wodorostu nr 2. Super, nie?”. To wszystko jednak przez to, że odpowiedzi na większość pytań poznajemy dopiero na końcu. Trzeba więc przeboleć absurdalny początek.

„Intruz” pozytywnie mnie zaskoczył. Okazało się, że Stephenie Meyer potrafi napisać naprawdę dobrą książkę. Mamy tutaj bardziej rozbudowane postacie, ciekawą fabułę, a co najważniejsze, to nie miłość gra tutaj pierwsze skrzypce. Oczywiście autorka nie pozbyła się całkowicie swojego zamiłowania do dziwnych rzeczy. Świecące oczy ludzi zasiedlonych przez dusze, sam wygląd pasożytów, opowieści o innych planetach, dwie osoby w jednym ciele. To wszystko jednak nie jest tak uciążliwe jak peany Edwarda w „Zmierzchu”.

Jak już wspomniałam przy opinii o naszych wampirzych gołąbeczkach, autorka ma niezwykły talent wciągania w fabułę książki. Jej lekkie pióro sprawia, że nawet nie dostrzegamy, kiedy mijają kolejne godziny. W połączeniu z niezwykłym pomysłem dostaliśmy niezły thriller sci-fi.

„Miłość ludzka była trochę nieobliczalna, nie rządziła się wyraźnymi regułami (...). A może po prostu pod jakimś względem była lepsza? Skoro ludzie potrafili tak zapalczywie nienawidzić, widocznie umieli też kochać mocniej, żywiej i płomienniej? Nie rozumiałam, czemu tak rozpaczliwie pragnę tej miłości. Wiedziałam tylko, że była warta całego ryzyka i wszystkich cierpień, jakimi ją okupiłam. Była jeszcze wspanialsza, niż myślałam. Była wszystkim".”

Dużym atutem książki są bohaterowie. Mamy Mel uwięzioną we własnym ciele i tęskniącą za swoimi bliskimi. Wanda zagubiła się w nowej sytuacji. Jest zdruzgotana okrucieństwem ludzi i jednocześnie zrozpaczona tym, że osoby na których jej zależy widzą w niej wroga. Nie zabrakło nam oczywiście facetów. Jared jest rozdarty pomiędzy chęcią zabicia pasożyta, a miłością do ciała, w którym się znajduje. Ian (mój ulubiony) dostrzega w Wandzie dobrego człowieka. Z tego wszystkiego tworzy się taki trójkącik z plusem (skoro Mel nie ma własnego ciała to ciężko jest ją policzyć). Czytelnikowi trudno jest kogokolwiek z nich nie polubić. Z jednej strony trudno nie współczuć Mel i Jaredowi. Z drugiej jednak dobroć i altruizm Wandy są urzekające.

Na uwagę zasługują również postacie drugoplanowe. Uroczy Jamie, ekscentryczny Jeb, czy irytująca Łowczyni. Każdy jest dopracowany.

„Intruz” to książka skierowana do starszego grona odbiorców niż „Zmierzch”. Stephenie Meyer pokazała, że stać ją na więcej! Nietuzinkowa, świeża opowieść o człowieczeństwie, trudnych wyborach, miłości (a jakże). Zaskakuje i wciąga. To 550 stron niesamowitej przygody. 5/6.